Moskwa bladź! ;)

Wraz z Yanem z ekipy All the Most udaliśmy się do jego mieszkania. Musieliśmy dwukrotnie zmieniać linie metra, choć Jan wcześniej mówił że mieszka blisko dworca. Zacząłem zastanawiać się jak to będzie jeździć po Moskwie, przedzierając się przez 15 linii metra o łącznej długości 100 km! W domu od razu śniadanie! Przypomniałem sobie ze Yan jest wegetarianinem i czeka mnie zielony weekend 😉 ucieszyłem się ,zawsze to coś innego.

Na śniadanie zjedliśmy soczewice gotowaną z warzywami i przepysznym indyjskim sosem własnej roboty. Od razu mi posmakowało!

Resztę dnia?

Gadaliśmy mnóstwo, głównie po angielsku, czasami przeplatając to  z polskim. Po obiedzie Jan zabrał mnie do pobliskiego parku… Mając w głowie polski park myślałem, że będzie to przejście spacerowymi dróżkami pośród drzew, a tu szok! Park był po pierwsze ogromny! Po drugie wzdłuż długiej alejki stały potężne budynki reprezentujące kraje kaukaskie. Każdy zbudowany na wzór budownictwa danego kraju. Każdy zdobiony i inny. Dowiedziałem się że co jakiś czas organizowany jest tu tzw kiermasz połączony z pchlim targiem. W każdym innym budynku można nabyć smakołyki związane z danym krajem kaukaskim! Dodatkowo w największym monumentalnym budynku jest pchli targ, każdy może coś sprzedać. Park piękny, jednak mimo wszystkich ozdób, fontann i rozlegającej się muzyce nie jest często uczęszczany przez mieszkańców , dlaczego? wyjaśnie to po drodze;)

Po spacerze od razu na trening, samochodem, i tu znów szok!!! Jakbym miał zdawać prawo jazdy w Moskwie to chyba 10 podejść bym musiał pokonać. Miasto podzielone 4 pierścieniami na 5 stref, każdy pierścień składał się z 5 pasów w jednym kierunku, możecie sobie zatem wyobrazić szerokość takiego pierścienia! Kultura jazdy? Jaka kultura! Na prawie jazdy uczą zasady ,ang. lFG- let the fool go. Bez kierunków wpychają się praktycznie wszędzie! Zapomniałem też dodać że Moskwato prawdopodobnie miasto najbogatszych ludzi… Patrząc na samochody jakie jeżdżą po ulicy to przypuszczenie wydaje mi się w 100 prawda! Koleejny Szok!

Trening. Na sali 12 osób. Po przywitaniu się zaczęliśmy trenować 😉 każdy tańczy inaczej, trening wygląda jak jeden wielki Cypher, do którego po kolei wyskakują kolejne osoby. A wyskoczyłem i ja – czemu nie. Szokiem był Vladimir, który mimo swego, wieku 50 lat, skutecznie tańczył cale sety przeplatając je saltami jakich nie widziałem dawno u młodych ludzi! Bylem po raz setny dziś w szoku!!! Mało rozmów i skupienie panowało praktycznie do końca. Na koniec treningu zaczęliśmy rozmawiać i się śmiać. Okazało się, że każdy z tancerzy ma jakieś polskie korzenie… A nawet polskie nazwiska!

Po treningu wraz z Janem, Saszkż – jego dziewczynę i Tonskym poszliśmy na kolacje do restauracji w centrum. Miał to być bar mleczny i faktycznie był. Wyglądał jak ogromna, droga restauracja. Jednak była godzina 23 i właśnie w tej chwili wszystko kosztuje połowę taniej, o 12 się zamykają. A szkoda tracić tyle jedzenia. Wszystko jest zatem świeże następnego dnia. Za cenę 26 zł najadam się do syta. Po kolacji zwiedzany Moskwę nocą..Piękne chwile, Kreml i Plac Czerwony wyglądają wspaniałe! Mimo rozstawionych na środku placu trybun, dało się zobaczyć jego monumentalności i piękno! GUN – czyli główne centrum zakupowe Moskwy oświetlone milionem lampek z milionem butików w środku wyglądało majestatycznie! Cerkiew… I podest do ścinania głów…

Kolo 4 wracamy do domu;)

Rano wstaje o 12 Yan budzi mnie śniadaniem, a zarazem obiadem, bo sam zdążył już zrobić zakupy oraz odwiedzić swoje mieszkanie, w którym pracują robotnicy nad remontem. Po obiedzie wyruszamy na zwiedzanie Moskwy za dnia. Odwiedzamy ulice Arbat, która jest ostoją artystów ulicznych, tu zaczynali tańczyć pierwsi bboye w Moskwie, to było jedyne miejsce, gdzie wszelka działalność artystyczną była dozwolona i jeszcze kilka lat temu co 2 metry można było spotkać się z jakimś ulicznym performance. Nie wiem na jakiej zasadzie ludzie tu się dogadywali ale widocznie dali rade. Obecnie jest tego trochę mniej ale mimo to spotykamy 2 ekipy bboyow robiących street show. Z jedną z nich umawiamy sie na następny dzień. Zrobimy to razem! Każdy bboy posiada swoja deskorolke co jest ciekawe. Zawsze niekiedy lepiej dojechać na desce niż zatłoczonym metrem – tłumaczą chłopaki 😉 spotykamy tam także jednego z pierwszych bboyów w Rosji, z legendarnej ekipy Da Boogie Crew, na której wyrosła większość tutejszych chłopaków.

Spieszymy się do sklepu Pumy. Chłopaki z All The Most są przez nich sponsorowani. Następnego dnia jest taneczny jam All The Most Puma Jam. Co za tym idzie chłopaki: Yan, Buch Rock, Massa, oraz Efti dostają nowe ciuszki do pokazania się w nich szerokiej publiczności Yan oczywiście załatwił takie same dla mnie i tak dostałem buty z nowej kolekcji warte 200 dolarow oraz klasyczny T-Shirt. Z-A-J-A-W-K-A ! Jutro będę czuł się jak jedna ekipa wraz z chłopakami. Po zakupach lecimy na kolacje w to samo miejsce. Najedzeni do syta jedziemy do apartamentu Maccy, żeby razem pochillowac! Katrina przygotowuje pyszna wegetariańskie jedzenie, coś w podobnie do placków ziemniaczanych z cebulka i ryż z indyjskimi przyprawami i warzywami… Pycha! Macca daje mi lekcje gry na akai MPC. Następnie spędzam chyba godzinę pochłonięty w dźwiękach haha – chłopaki się śmieja. Następnie podłączany gramofony i gramy na zmianę scratch’ując hahaha – chłopaki są świetni. Każdy z nich gra na gramofonach w domu. Jutrzejszy jam także grają wszyscy razem! Mi wychodzi gorzej ale i tak zajawka. 😉 Marzenie o gramofonach robi się jeszcze mocniejsze i będę dążył do jego zrealizowania! Wspaniały czas!

Do domu powrót kolo 3. Jutro jam, więc trzeba się wyspać.

Pobudka o 10, śniadanie i do tego przepyszny arbuz. Następnie Yan leci ponownie do robotników, a ja mam czas na uzupełnienie zaległości i planowanie kolejnej części podróży. Ze streeta nici, Yan wraca kolo 16 i jeszcze czas przygotować single do grania. Zostajemy w domu i przesłuchujemy kilkanaście płyt. W pamięci zostaje mi sowieckie brzmienie funkowej płyty! Po powrocie sam muszę takową nabyć. Czas na jam.

Dobijamy na miejsce metrem i rzeczywiście park w którym odbywa się całość jest zapełniony tłumami, dlaczego? Bo kilka lat temu dyrektorem został pewien mądry Rosjanin który zaadoptował to miejsce na swego rodzaju park rodzinny. Od fontann po place zabaw, chyba 3 skateparki, pole do parkour’u, gry stołowe, tenis, sceny do tańca… Wszystko tu jest!

Jam? Taki jak sobie wyobrażałem. Zupełnie coś innego niż w Polsce…

Po pierwsze nie było dwóch tak samo ubranych osób. Stroje były na tyle unikatowe i ciekawe ze niekiedy, aż człowiek się uśmiechnął. Rosyjska kreatywność. 😉

Po drugie jak tylko poszła winylowa płyta w ruch od razu utworzyły się dwa kola, nie trzeba było nikogo namawiać do tańca. Poza tym inna kultura w kole, szacunek i brawa po KAŻDYM secie. To samo było na Słowacji, bądź w Czechach. W Polsce jedynie największe koty zbierają brawa. Taka prawda. Tutaj każdy mógł poczuć się kotem. Jam trwał kolo 4 godzin! Następnie kolo godziny Apache line! Pot leciał nie powiem po czym hahaha;)

Po jamie chłopaki zabrali mnie na spacer po parku, po czym metrem dojechaliśmy do domu. Zjedliśmy wspólną kolacje. Garnek – dosłownie garnek warzyw gotowanych z ryżem! Po czym Yan podrzucił mnie do kolegi Tonskiego. Gdzie spędziłem kolejne 2 dni!

Podczas tego czasu trenowaliśmy, gadaliśmy i oglądaliśmy filmy z angielskim lektorem 😉 Świetnie wspomina ten czas! Ostatniego dnia kupiliśmy bilet do Saratova, gdzie mam sędziować  jam – Zajawka! Rano wstaje, Tonsky niestety ucieka do pracy, sam robię zakupy i szukam dworca w gąszczu 15 linii metra 😉 Udaje się. Za 18 godzin będę na miejscu! W drogę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.