Czas start! Dzien pierwszy!

Na poczatek przepraszamy za brak polskich znakow , ale nasza klawiatura ich nie obsluguje niestety:))

Start z Miedzyzdrojow, oczywisie nie udalo nam sie wyjechac o tej  o ktorej planowalismy, czyli o 7… A wszystko przez to, ze bardzo ciezko bylo nam sie rozstac ze znajomymi, z ktorymi wspolnie streetowalismy, do domu wrocilismy okolo 2 w nocy. Pobudka o 7 zamienila sie w pobudke o 10. a planowany bus do Szczecina o 11.15 na bus o 12.15. Dobrze, ze chociaz pogoda byla sredniawa to latwiej bylo sie pozbierac. O godzinie 14.30 bylismy juz w Kolbaskowie, skad zaczelismy nasze pierwsze lapanie. I tu pojawil sie dylemat. Wiedzielismy ze na 17.30 nie dotrzemy na trening w Berlinie i zaczelismy sie zastanawiac, czy nie znalezc jakiegos miejsca na nocleg w namiocie zeby zaoszedzic na planowanym noclegu w hoselu (musielibysmy nocowac 2 dni, gdybysmy sie zdecydowali na wjazd do Berlina jeszcze dzis.) Plan w glowie – czas na realizacje.W koncu doszlismy do drugiej stacji benzynowej, pierwsza okazala sie nie ta, ktorej szukalismy. Dzieki czemu zrobilismy ze 3km wiecej spacerku poboczem austostardy 🙂 Dotarlismy na miejsce Pawel poszedl zalatwic karton i tu niespodzianka. W tym samym momencie, gdy ekspedjentka podawala karton kierowca stojacy za Pawlem zapytal sie gdzie jedziemy. Po krotkiej rozmowie wsiedlismy razem do auta i ruszylismy w stron´Berlina. Marcin i Monika wracali wlasnie z meczu z Berlina. Ich znajomy mial awarie samochodu i musieli tam wrocic. Wyrzucili nas 40 km przed Berlinem, po konsultacji z miejscowymi pracownikami stacji benzynowej rozbilismy sie nad brzegiem malowniczego jeziora Großer Bukowsee. Udalo sie rozpalic ognisko 4 zapalkami 😀 , Pawel zjadl zupke zaparzona w kubku na ogniu i wykapal sie nicyzym smigul na kamieniu polewajac sie kubkiem  z woda, ha ha ha 🙂 agata spi na brudaske.Jutro pobudka o 6.Ruszamy na podboj Berlina!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.