Droga do Moskwy i lekki strach…

Do Moskwy, po namowie rodziców, postanowiłem jechać autobusem, żeby ich trochę uspokoić. Nie pomogło jednak za dużo ale jak postanowiłem tak zrobiłem.

Agata została w domu… Dalsza trasa, po tygodniowym odpoczynku w Polsce, byłaby zbyt wyczerpująca i podjęliśmy decyzję – w trasę azjatycką ruszam SAM…

Od zawsze to było moje marzenie. Nie ma co go odkładać na półkę, żeby się kurzyło! „Collect memories not things” – tak gdzieś kiedyś przeczytałem i to zostało mi w pamięci… RUSZAM W DROGĘ!
Trasa Białystok-Ryga i następnie Ryga-Moskwa. Omijając Białoruś, bo tam dochodzi jeszcze koszt wizy tranzytowej i pociąg wychodzi droższy niż bus.

Sam autobus? Bardzo komfortowy, praktycznie jak polski bus. Od razu poznałem fajnych ludzi… Było o czym pogadać 😉 Na szczęście kolega z Włoch rozmawiał płynnie po angielsku i mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów. On podobnie jak ja zrobił sobie wycieczkę po innych krajach. Obsługa była niestety łotewsko-rosyjska ale po polsku tez coś łapali heheh.

W pewnym momencie podeszła do mnie kobieta z obsługi  i zapytała czy nie chce czaju, herbaty. Na szczęście powiedziałem nie, bo jak się okazało następnie chodziła i pobierała za to opłatę w wysokości 2 euro. A tak się składało, że miałem przy sobie tylko 50 dolarów, gdyż polskich złotych nigdzie nie mogłem wymienić na rosyjskie ruble. Dziwne.  Ale co zrobisz!

Cała trasa minęła szybko i po 9 godzinach byliśmy w Rydze, gdzie przesiadałem się i od razu się zdziwiłem…  Autokar jeszcze bardziej komfortowy. Każdy przed sobą ma tablet w fotelu, internet, biblioteka filmów, muzyka… No taka trasa to bajka!

Dosiadał się do mnie miły koleś – Dumitry – pochodzący z Moskwy. Płynnie rozmawiał po angielsku i od razu zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadał o Rosji, pytał jak jest u nas, opowiadał historie z różnych krajów w których był – szczególnie Ameryka południową. Dymitr z zamiłowania jest podróżnikiem. Dał kilka cennych wskazówek co do poruszania się po Moskwie i okolicach. Naprawdę mądrze mówił. Dzięki temu stres związany z przekraczaniem granicy był trochę mniejszy.

Gdy już tam dojechaliśmy dopadli mnie. Najpierw pies obwąchiwał moje rzeczy bardzo dokładnie, później kontrola paszportu i tu zbladłem. Jak otworzyłem wizę to zauważyłem, że nie mam na niej zdjęcia! AAAAA! Szybko zacząłem szukać w portfelu czy mam jakieś w zapasie i akurat dwa się znalazły… Daje paszport i czekałem aż coś powiedzą. Na szczęście okazało się ze w wizie turystycznej nie potrzebują tam fotografii. UF odetchnąłem z ulga. Tu mogła się zakończyć moja przejażdżka przez gapiostwo!
Gdy dojechaliśmy na pierwsza przerwę Dymitr kupił mi prawdziwa tradycyjna rosyjska lemoniadę! Była pyszna, jednak gazowana, co później źle mi się odwdzięczyło podczas jazdy hehe 😉

Jpeg
Zmiana czasu! Dwie godziny do przodu i lekka dezorientacja. Na szczęście o czasie dojechaliśmy do dworca w Moskwie, gdzie już czekał na mnie Yan z All The Most. Razem udaliśmy się do jego domku. Co było potem? Opisze w kolejnym poście wszystkie dni spędzone w Moskwie!

Jpeg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.