Dzień 10 23.07.2014 – Bordeaux

Pobudka koło 10. Plecaki zostawiliśmy w naszym hostelu.

Obok mieliśmy cerfoura. To co można kupić tu we Francji w tym markecie przewyższa polskie carefoury. Pyszne śniadanie i leciliśmy na umówione spotkanie z bboy Nedem.

O 12 trening w podziemiu stacji PKP. Jest to stała miejscówka gdzie trenuje. Dowiedzieliśmy się, że w Bordeaux bboys trenują na dworze lub gdzieś na ulicach miasta, a na treningach spotykają się tylko ludzie z ekip.

Po treningu (bez rozciąganie co Agata czuła po 2 dniach) postanowiliśmy zrobić street show we 3. Mimo tego ze było wielu turystów to nie chętnie wrzucali kaske. Nedd nas o tym uprzedzał ale i tak chcieliśmy spróbować.

Najpierw tańczyliśmy w najfajniejszym miejscu w Bordeaux! 🙂

DSC01674

Chodnik,bardzo duży chodnik pełen ludzi. Przy rzece i fontannie i zabytkowych budynkach. Czemu jest tam tak wiele osób?

Bo ten chodnik co chwile pokrywa się kilku cenymetrową warstwą wody, powstaje też na nim mgła. I właśnie na tym chodniku tańczyliśmy. Jak na razie był to najlepszy moment w podróży! To było szalone. =D

2 miejsce było w centrum po chwili kończylismy bo Nedd leciał do siebie.

DSC01644

Było po 17. Spotkaliśmy policjantów i oddaliśmy im karte bankmatową, którą znalezł Paweł poprzedniego dnia w automacie do wyporzyczania rowerów. Kilka zdjęć na mieście, zakupy i w drogę o 20!

Na wylotówke było kawałek. Jechaliśmy tramwajem. Na ktorejś stacji miał być autobus ale takiego nie było. Hitchwiki znowu nie pomogły… 22 i jesteśmy w dość trudnej sytuacji. Paweł sprawdził jak dojść na autostrade. Musiał przejść przez obozowisko cyganów. Trochę strasznie. Jak wrócił okazało się ze nie da rady tędy się wydostać na ulice. Siedzieliśmy pod strzeżonym osiedlem i pewna pani zaczęła wyjeżdżać. Paweł podbiegł do niej z pytaniem jak nałatwiej dostać się na wylotówkę na San Sebastian. Okazało się ze jesteśmy w złym miejscu… Pani nas wyratowała! Podwiozła nas na rondo z którego możemy złapać coś na stację paliw. Dodatkowo zmieniły się nasze plany. Jedziemy do Bayonne! Odbywa się tam festyn piwa i gonitwa byków. Paweł marzył zeby zobaczyć to drugie 🙂

Nikt nie chciał się zatrzymać. Planowalismy juz rozbijać namiot na rondzie bo wyglądało jak bezludna wyspa! 🙂

Zatrzymała się młoda dziewczyna. Podwiozła nas na stację paliw. Udało się wydostać z Bordeaux o tej porze! Mega!

Na stacji Paweł zagadał do kierowców tirów. Umówiliśmy się z Pedro (Portugalczyk) o 6 startujemy do Bayonne!!!

Rozbilismy namiot na trawie. Ta stacja wyglądała jak jeden wielkike kemping. Inny kierowca tira powiedział nam przez migi ze jest tu ok i bezpiecznie.

Na stacji kupilismy kole i przed snem wypiliśmy winko z Bordeaux!

Szczęśliwi idizemy spać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.