FILIPINY. Co warto zobaczyć i zrobić na wyspie SIQUIJOR?

Filipiny to państwo składające się z ponad 7 TYSIĘCY WYSP. My większość  naszego pobytu w tym przepięknym kraju spędziliśmy na małej wyspie SIQUIJOR. Wśród Filipińczyów nie posiada zbyt dobrej opinii. Słynie z czarownic i szamanów. Plotka głosi również, że ten kto tu przyjedzie, nigdy nie wraca do domu! Poznaliśmy tam takich i pozdrawiamy EKIPĘ!

I W takim razie DLACZEGO akurat SIQUIJOR?

1. Na tej wyspie był nasz kolega Bboy Sadlee. Poznał tutaj lokalnych BBOYS. Mieliśmy przetarte szlaki i 100% pewność, że się z nimi spotkamy. Było to ważne, ponieważ kontakt ze znajomymi umożliwi nam spotkanie z innymi tancerzami w tym kraju. Dla nas PODRÓŻE bez TAŃCA nie istnieją.

2. Filipiny to kraj oddalony od Polski o około 16 000 km. To kaaawał drogi od domu. A na Siqujior mieszka Marcin i Monia z Polski, którzy prowadzą bloga o życiu na Filipinach – polecamy – www.poluzuj.pl. Paweł znalazł do nich kontakt na Facebooku. Było można się ich poradzić. Polecili nam nocleg. Na kilka pierwszych dni był pewniak, więc poczuliśmy się stabilnej. I pogadać na miejscu po polsku też fajnie.

II Co warto ZOBACZYĆ/ZROBIĆ na wyspie SIQUIJOR?

1. WYPOŻYCZYĆ SKUTER:

Z portu Siquijor do San Juan wzięliśmy trycykla. Standardowa cena to 25 zł*. Jednak nam udało się dojechać do miasteczka za 6 zł*. Łatwo się stargować do 15 zł*. Kiedy już dotarliśmy do miasta pierwsza rzecz jaką zrobiliśmy to wypożyczyliśmy SKUTER. Cena po stargowaniu wynosiła 25 zł lub 22 zł dziennie*. Skuter to podstawa! Wyspa jest mała i można ją całą przejechać dokoła w półtorej – dwie godziny.  Warto codziennie odkrywać i poznawać coś nowego, a skuter daje taką możliwość – bez niego ani rusz! Co ciekawe do wypożyczenia skutera nikt nie sprawdzał tutaj prawa jazdy – wystarczył dowód. Jest tak gorąco, ze wszyscy jeżdżą bez kasków. Sami dopiero po 5 dniach odważyliśmy się na zrezygnowaniej z kasków. Jeśli chodzi o inne środki transportu, to z bboyami jechaliśmy w samochodzie w 11 osób! Nikt nie widział w tym problemu. Paweł jechał też na pace samochodu. Jak widać spiny tu nie ma. Jednak wypadki często się zdarzają. Jeśli nie z Twojej winy to zawsze ktoś może w Ciebie wjechać. My sami widzieliśmy dwa wypadki. Nie wszystkie skutery mają działające światła, dlatego trzeba uważać po zmroku. Często jeżdżą tam też po alkoholu.

Skuter + FIlipiny = piach w oczachszum w uszach i 40 km/h 🙂 Nie raz też płakało się od robaczka w oku! Jeśli tam będziesz… Musisz to poczuć!

 

 

 

2. SKOCZYĆ Z WODOSPADU:

Luganson Falls

Jednym z pierwszych wodospadów jaki odwiedziliśmy był LUGANSON FALLS. Bardzo łatwo dostać się do Wodospadu. Opiekują się nim miejscowy. Wejście jest za darmo. Już pierwszego dnia Paweł i Bartek (Polak, który nas tam zabrał) wskoczyli do wodospadu! Ja się nie odważyłam, ale polecam to wszystkim, którzy nie mają lęku wysokości i nie boją się wody. Kilka dni po odwiedzeniu wodospadu dowiedzieliśmy się, że zbronik wodny został sztucznie stworzony. Jest po prostu wylany betonem. Należy uważać gdzie się skacze (na środku jest najgłębiej). Kiedy jest mniej wody, można podczas odwiedzin trafić na wysuszony zbiornik.

Drugim wodospadem jaki odwiedziliśmy trzykrotnie był CAMBUGAHAY FALLS. Jest to najbardziej popularny z wodospad. Zabrali nas tam nasi znajomi bboys. Przy głównej drodze naprzeciwko wejścia jest płatny parking. Zaganiają na niego lokalni. Kawałek dalej po tej samej stronie jest darmowy parking – tylko nie strzeżony. Do wodospadu z głównej drogi schodzi się schodami, można poczuć je w nogach wracając pod górkę. Wodospad jest o wiele wiele większy, jeśli chodzi o szerokość. Ale wiadomo, że wszystko tutaj zależy od dnia. Wodospad wygląda bardzo fajnie, bo ma kilka stopni. W jednym z nich woda uderza o skały i wytwarza bąbelki. Nie jest tam aż tak głęboko i można poczuć się jak w naturalnym JACCUZI. Do wody można skakać ze skał lub liany, która UWAGA: W listopadzie kosztowała za nieograniczoną ilość skoków 1,5 zł a w grudniu 5 zł*. Jeśli chodzi o skoki to należy robić to z głową. Tutaj akurat są chłopaki, którzy obsługują lianę, więc mogą zareagować ale należy pamiętać – WSZYSTKO ROBI SIĘ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. 

Trzecim wodospadem jaki odwiedziliśmy był LAGAAN FALLS. Przy wodospadzie jest płatny parking kosztuje koło 2 zł *. Do wodospadu idzie się dżunglą przez oznaczoną ścieżkę. Można tutaj skakać ze skał i liany, jeśli jest dostatecznie głęboko. Jak my tam byliśmy skok ze skały, dla Pawła przy jego wzroście, był nie możliwy. Liana była za darmo. Przy wyjściu stoi pojemnik na dobrowolne dotacje. Wodospad jest podobny do Cambugahay Falls.

3. ODWIEDZIĆ PLAŻE:

Plaże są przy większości resortów. Woda jest super gorąca. Jednak jest dość płytko, do kolan. A później zaczynają się glony. Duże są też przypływy i odpływy więc nie ma co się dziwić jak rano budzisz się, a plaża jest dwukrotnie większa! Jednak co jest lepszego od leżenia w płytkiej, gorącej wodzie podziwiając zachód słońca? My spędziliśmy tak niejeden wieczór. Wszystko zależy od tego czego chcemy. My często kąpaliśmy się w wodzie w ten sposób dwa razy dziennie. Kiedy wybieracie się do wody, pamiętajcie o jeżowcach! Warto mieć ze sobą specjalne buty.

Jeśli chcemy popływać i popatrzeć na ryby polecamy naszą miłość: SALAGDOONG BEACH. Wejście na plażę przy kurorcie jest płatne 2,5 zł* od osoby. Tyle samo płaci się za parking. Na samym kurorcie za 10 zł* można wykupić stolik, na którym lokalni gotują gary i zostawiają rzeczy. Rzeczy równie dobrze można położyć na plaży. Nam nic nie zginęło. Jednak lepiej dmuchać na zimne i mieć wszystko pod kontrolą! Dodatkowo są tam restauracje z jedzeniem i jakimiś pierdółkami. Główną atrakcją są skocznie z wysepki. Jedna ma 8 m, a druga 10 m. Gdy byliśmy tam pierwszy raz, stchórzyliśmy! Za drugim razem po godzinnym zastanowieniu skoczył Paweł. No i ja. Tylko, że w wodzie czekał na mnie ratownik, którego ze strachu prawie podtopiłam… Umiem pływać, ale boję się wody, dlatego skorzystałam z tej opcji. Ratownik pomagał osobom, które nie umiały pływać, a chciały skakać oraz pilnował tego co się dzieje w wodzie. Widzieliśmy jedną taką Chinkę, co nie umiała pływać a skończyła. Jeśli nie chce się skakać warto tam wejść i popatrzeć jak skaczą Filipińczycy. Robią przy tym przeróżne salta i super szybko pływają. Warto też wziąć ze sobą gogle do oglądania rybek pod wodą. My do pływania używaliśmy też dmuchanych karimat. Osoby bojące się wody za 10 zł* mogą wypożyczyć dmuchaną kamizelkę do pływania. Podsumowując – to jest świetna plaża z czystą wodą! W wodzie przy brzegu nie było jeżowców.

Piękną plażą jest też też PALITON BEACH. Jest to długa piaszczysta plaża z wodą po kalana, do bioder. Głębiej są glony. Przy brzegu są palmy. Bajkowy krajobraz. Aby się tu dostać trzeba troszkę pokombinować. My zaparkowaliśmy skuter przy chacie rybaka. Później przeszliśmy przez dwie małe plaże i dopiero byliśmy na miejscu. Wszystko za free.

KAGUSUAN BEACH, z tego co słyszeliśmy, to rzadko odwiedzane miejsce. Jak się tam pojedzie jest duże prawdopodobieństwo, że będzie się tam samemu. My byliśmy tam tylko na chwilę, i żałujemy, że nie udało nam tam się pojechać po raz kolejny. Podczas naszej wizyty byli tam tylko miejscowi. Aby dostać się do plaży trzeba pojechać przez ścieżkę w lesie, zostawić skuter na górze. Nie ma nikogo kto by pilnował skutera, więc zabieramy wszystkie cenne rzeczy ze sobą. Trzeba zejść schodami na dół i jesteśmy! Na plaży są skały.

4. SKORZYSTAĆ Z FISH SPA POD CENTURY OLD BALETE TREE:

Drzewo to  ponoć jest 400 letnie i miejscowi uważają, że ma mistyczną moc. Pod drzewem znajduje się zbiornik z wodą, w którym pływają rybki i wielkie ryby. Warto tam usiąść. I dać sobie szansę na dawkę łaskotek! Co ciekawe duże ryby są delikatniejsze. Koszt fish spa to 50 groszy*. Obok fish spa jest kontrowersyjna dla nas rzecz: pieski w klatce, króliki w klatce i mini zoo. Do mini zoo w ogóle nie polecamy wchodzić, żeby nie wspierać tego przedsięwzięcia! Zwierzęta mają małe klatki, które są brudne. Było to dla nas przykre doświadczenie. Odradzamy.

5. POPŁYWAĆ KAJAKIEM:

Przy resorcie BRUCE są kajaki. Jeśli tam śpisz – masz je za darmo. Jeśli nie – wypożyczysz podwójny za 5 zł* za 1 godzinę. Pływanie kajakiem polecamy jako romantyczną randkę o zachodzie słońca. Lub w dzień jako czas do opalania! Pływałam tam pierwszy raz. Co ciekawe ląd pod wodą przez długi okres jest płytki, a po jakimś czasie jest po prostu przepaść! Warto wziąć ze sobą okulary i zerkać na życie podwodne. Widzieliśmy tam niebieskie fosforyzujące rozgwiazdy oraz ogromne jeżowce!

6. ODWIEDZIĆ PUNKT WIDOKOWY:

LARENA TRIAD COFFEE VIEW POINT to idealne miejsce, żeby zachwycić się pięknym widokiem na dżunglę i wodę oraz magicznym niebo pokryty delikatnymi chmurami. Wjeżdża się tam pod górkę. Jest bezpłatny parking. Do tego można zamówić sobie coś do jedzenia i picia i po prostu być. Jest kilka tarasów widokowych, zadaszone stoliki. My szczególnie polecamy TOALETĘ przy restauracji. Jak tam będziecie – zobaczcie jaki można mieć widok z łazienki!!!

Widok z toalety 🙂

7. INNE:

Na wyspie można robić jeszcze więcej! Są tam zorganizowane wycieczki jaskiń, kontrowersyjne walki kogutów (o tym w innym poście), fabryka oleju kokosowego. Można też przejść się dżunglą (dla odważnych) I duuużo duuuużo więcej!!! Jest to mała, ale atrakcyjna wyspa. Nie da tam się nudzić. A co najlepsze –  wszędzie jest blisko!

**ceny z 2016r

2 thoughts on “FILIPINY. Co warto zobaczyć i zrobić na wyspie SIQUIJOR?

    • 5 lutego 2017 at 23:02
      Permalink

      Wiadomo! Najciekawiej są tankowane! Paliwo z butelek po Coca Coli przy drodze zawsze się znajdzie!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.