JEDZENIE na FILIPINACH (Siquijor, Bohol).

Przed każdą podróżą zastanawiam się jakie będzie jedzenie w danym miejscu. Początkowo obawiałam się trochę jedzenia na Filipinach z powodu niektórych opinii na blogach. Jednak na miejscu nie było w cale tak źle.

Czego warto spróbować? A co lepiej sobie darować?

Czyli o tym jakie jest JEDZENIE na FILIPINACH.

 

LOKALNE JEDZENIE

Filipiny słynną z GARÓW. Wygląda to mniej więcej tak. Podchodzisz do chatki,  gdzie wyłożone są garnki z jedzeniem. W każdym jest coś innego. Możesz zajrzeć do każdego. Wybierasz sobie to co Ci się podoba. Dostajesz klika dań na plastikowych talerzykach. Jedzenie przygotowywane jest na kuchni, która ma swój SWOJSKI klimacik. W większości postów przeczytaliśmy, że jedzenie jest tam NIESMACZNE. Raz zdarzyło nam się trafić na jedzenie, które po prostu na nie smakowało i go nie zjedliśmy. Jednak do końca się z tym nie zgadzamy! Jeśli wiesz jak szukać – możesz trafić na DOBRE JEDZENIE. Oto kilka wskazówek:

  1. Szukaj miejsc w których są miejscowi. Jeśli stoliki są zajęte –  to znaczy że musi być tu dobre jedzenie. Dużo się dzieje wieczorami – grille na mostach, przy domach. Obserwuj.
  2. Spytaj lokalnych lub turystów, których spotkasz. Podzielą się swoimi doświadczeniami i podpowiedzą gdzie warto zjeść.
  3. Wygląd wizualny i zapach maja znaczenie –  słuchaj intuicji!

Co można zjeść w garach? Przeróżne rzeczy – sajgonki z warzywami, kotlety z kurczaka, dziwne  i mniej dziwne kawałki mięsne, ryba z grilla, szaszłyki z grilla (wieprzowina), przeróżne sałatki warzywne, zupa kokosowa z cukinią. Wszystko podawane z ryżem. Czasami posiłek dla dwóch osób kosztował nas od 10 zł*do 25 zł* za dwie osoby.

Polecamy również kupować świeże RYBY od rybaków i samemu przyrządzić je na grillu. Kilogram tuńczyka można kupić od 12 zł*. Są tam też latające ryby, ryby miecze, owoce morza np. jeżowce. Zdarzyło nam się spotkać wiele ciekawych ryb przy domach rybaków i kilkakrotnie robiliśmy sami grilla. Jest super sprawa. Była to chyba najsmaczniejsza i najświeższa ryba jaką jedliśmy.

 

 

MNIEJ LOKALNIE:

Dla tych, którzy nie lubią eksperymentować i boją się próbować garów możemy polecić jedzenie w restauracjach i barach. Typowo turystyczne miejsca są tego przykładem – np. półwysep BORACAY. Specjalnie przygotowane miejsca dla turystów, którzy chcą zjeść coś podobnego jak w Europie. Ceny również są europejskie bo za danie dla jednej osoby można zapłacić od 20 zł* w górę.

Co ciekawe, mimo tego, że to Azja można trafić na przepyszną pizze. My taką jedliśmy w MARCO POLO na wyspie SIQUIJOR. Prowadzona jest przez Włochów. Szczerze mówiąc – teraz kiedy jemy pizze w Polsce – tęsknimy za tą włoską wersją na Filipinach. Koszt pizzy od 10 zł* do 30 zł*.

W dużych miastach jak DUMAGETTE na wyspie Bohol można udać się do koreańskiej restauracji i zjeść na prawdę dobre kimchi i bimbap. Jest to na prawdę bliskie prawdziwemu koreańskiemu jedzeniu.

 

OWOCE:

Wyobrażałam sobie, że co krok na Filipinach można kupić świeże i tamtejsze OWOCE. A jeśli nie kupić – to ZRYWAĆ je z drzew! W dużych miastach często spotyka się stragany z owocami. Jednak będąc na małej wyspie – jest jak na naszej Polskiej wsi. Czy widziałeś, żeby na wsi przed gospodarstwami rolnicy wystawiali owoce i warzywa? Nie. No bo po co mają je sprzedawać sąsiadowi. Na małej wyspie owoce najlepiej kupować na targach przy większych wioskach. Co do drzew – dowiedzieliśmy się, że każde drzewo ma swojego właściciela. Więc lepiej spytać czy można zerwać i kupić. Filipińczycy są otwarci i na pewno Ci nie odmówią, a nawet może podarują owoc w prezencie z uśmiechem.

  1. MANGO – musisz go spróbować! Mango mieści się w dłoni. Jest żółte jak słońce. Ma bardzo intensywny zapach. Różni się od naszego w sklepach w Polsce (za kg 8 zł*).
  2. PAPAJA – podobno uważana za warzywo. Jednak dla nas to owoc. Dojrzała jest pomarańczowo-zielona i bardzo słodka. Polecamy przekroić papaję na pół – wyjąć ostre pestki i zajadać miękki miąższ łyżką. Niestety nie jestem w stanie opisać tego smaku – bo smakuje jak PAPAJA (od 2 zł do 8 zł za kg*).
  3. ANANAS – najlepszy ananas jaki jedliśmy w naszym życiu to właśnie ananas z Filipin. Tam ananas jest mniejszy niż u nas w sklepie. Ma o wiele bardziej intensywny i słodki smak oraz zapach.(5 zł* za sztukę).
  4. CALAMANSI – mała słodka limonko-mandarynka. Tak właśnie smakuje. Czegoś takiego jeszcze nie próbowaliśmy, a sprawdza się idealnie do drinków. I tego nam brakuje w domu (były bardzo tanie).
  5. WODA KOKOSOWA – ze świeżego kokosa jest bardzo orzeźwiająca i gasi pragnienie. Można trafić na różną wodę kokosową. Czasami jest bez smaku, czasami słodkawa z posmakiem kokosa, czasami delikatnie podfermentowana. Jeśli kokos jest młody w środku będzie miał pyszną białą galaretkę (od 2 zł* do 6 zł*)
  6. POMELO – smakuje zupełnie inaczej niż z naszych sklepów w Polsce. Jest mniejsze i w środku różowe. Słodsze i mniej cierpkie.
  7. BANANY – dopiero na Filipinach zrozumieliśmy dlaczego banany to cytrusy! Występowały tam różne rodzaje: duże zielone, małe i średnie żółte oraz średnie czerwone. Próbowaliśmy  żółtych oraz zielonych. Żółte jedliśmy na surowo. Są gęstsze i mają posmak POMARAŃCZY. Zielone jedliśmy upieczone z grilla. Były przepyszne! Twardsze na zewnątrz a w środku miękkie. Wysmarowane w margarynie i oczywiście w cukrze (cena za kg to koło 5 zł*, sztuka z grilla od 50 gr* do 1,5 zł*).

 

 

 

WARZYWA:

Jeżeli chodzi o WARZYWA to dość  drogie w porównaniu do polskich cen. Ogórek, który kupiliśmy był watowaty. Pomidorki są malutkie, gęste ale też nie zbyt tanie. Ziemniaki za kg to około 10 zł*! I nawet nasza ukochana cebula nie tak tania. Co jest tanie? RYŻ! I jest jego „milion” odmian. Podawany do każdego posiłku – śniadanie, obiad, kolacja. Do znudzenia. Nawet w MC Donald jak weźmiesz zestaw z frytkami – to do tego jest ryż. W Azji ryż to jak w Polsce CHLEB. Czego się nauczyłam na Filipinach? Widziałam pola uprawne ryżu. Rolnicy codziennie się nimi zajmują. W pracy pomagają im woły i używają oldschoolowych zaprzęgów. Mimo to, że ryż jest tani – należy pamiętać, że uprawa ryżu jest ciężka i czasochłonna. Uszanujmy to i nie marnujmy ryżu.

 

 

 

SŁODYCZE:

O słodkości na Filipinach nie jest trudno. Tam się je po prostu cukier z cukrem. Czuć wpływ Stanów Zjednoczonych. Słodkie pieczywo z proszku, które jest bardzo tanie przyciąga miejscowych. Ze słodkich bułeczek polecamy tylko PAN DE COCO – bułka nadziana w środku wiórkami kokosowymi i cukrem jest przepyszna i słodka, aż lepka. Koszt takiej bułki to od 20 groszy* do 1 zł*.

Dla miłośników masła orzechowego – ostrzegam! Nie kupujcie. W ich temperaturze jest lejące i do tego słodzone. Mi po prostu nie smakowało. Jednak kiedy oddałam opakowanie filipińskiemu chłopcu trząsł się ze szczęścia.

HALO – HALO czyli lodowy deser z owocami polecamy próbować tylko w sprawdzonych miejscach. lub polecanych przez znajomych. Powinna być to galaretka ze świeżymi owocami i najlepiej swoimi lodami. My jedliśmy przepyszne Halo-Halo w Baha Ba’r na wyspie Siquijor. Robione w sieciówkach i w fast foodach to pokruszony lód z gałką lodów i jakimiś dziwnymi słodkimi kolorowymi dodatkami.

Ze słodkości na pewno polecamy: chipsy bananowe (5 zł*), które można kupić w super marketach,  LODY KOKOSOWE firmy BUKO – szczególnie polecam te z żółtym nadzieniem (1,5 zł*)! Ciasteczka na przekąskę są dobre. Ciekawe są też banany w cieście. Z niezdrowe CHIPSÓW polecić możemy smak słodkiego żółtego sera oraz różne ostre smaki.

Słodkie napoje – np. Coca Cola są o wiele bardziej słodka od tej w Polsce. Jest wręcz SUPER słodka. Cena za butelkę półtorej litrową – 5 zł*. W puszcze 2 zł* w szklanej butelce – która przelewana na wynos jest do foliówki podawana ze słomką – 1,5 zł*. Innym słodkim napojem jest KAWA. Na Filipinach popularna jest kawa rozpuszczalna (1, 5 zł*). Bardzo ciężko jest dostać sypaną dlatego warto na wyjazd zabrać ją ze sobą.

Naszą MIŁOŚCIĄ na Filipinach okazało się MANGO CAKE – można je dostać na Wyspie Siquijor na moście przy mieście San Juan. Jest to biszkopt przekładany mleczkiem skondensowanym  i świeżym mango podawany na zimno. Koszty jednego kawałka to 5 zł*. Jeśli wrócimy tam to będzie pierwsza rzecz jaką zjemy – OBIECUJEMY!!!

ALKOHOL:

Filipiny słyną z produkcji RUMU i BRENDY. Początkowo piliśmy drinki z rumem z colą i calamasi. Były słodkie. Kolejnym razem pokusiliśmy się o kupienie Brendy i się zakochaliśmy. Ceny za te trunki są bardzo niskie. Za 0,7 litra płaci się koło 10 zł*. Po powrocie do Polski wróciliśmy do drinków z whiskey, ulubionych smakowych piwek. Jednak jakoś to do nas nie przemawiało. Alkohol przestał nam dawać szczęście. Na pewną okazje kupiliśmy Brendy i jednak po doświadczeniach na Filipinach lubimy tylko Brendy. Życie nie będzie już takie proste jak kiedyś… Obiecajcie nam, że jeśli polecicie na Filipiny to przywieziecie nam buteleczkę EMPERADORA i dwie calamansi. Colę sami sobie kupimy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.