Mongolia i świnia na granicy!

Do granicy z Mongolią docieram jednym stopem. Zabiera mnie młody Rosjanin. Jurij pochodzi z irkucka, a w stronę Mongolii jedzie w interesach. Jest bardzo miły i zatrzymuje się w miejscach, których sam bym nie znalazł… Robimy nawet wspólne zdjęcie na tle jeziora!

DSC02785

Granica z Mongolią.

Ale emocje! Plecak na plecy i szybko do bramy. Po chwili dopadają mnie przewoźnicy. Po wybraniu najtańszego wsiadam do vana. Wypełniam druki graniczne i po 10 minutach jedziemy już na granice!

Lekki stres ponieważ, nie powsiadam wizy ale twardo wszystko przechodzę. Już po 20 minutach wszystko jest dobrze. Wsiadamy ponownie w vana i jedziemy na mongolską granicę. A tam już widać… inny świat! Kontrola przechodzi bezbolesne 😉

Po przekroczeniu granicy wysiadam i wymieniam ruble. Pewnie nieźle tracąc ale musiałem mieć na taksówkę. Czekając na jakieś auto zaskakuje mnie ŚWINKA! Przechodziła sobie po prostu na druga stronę ulicy. Była nieźle spasiona.DSC02810

Ok wsiadam. Taksówką za 5 zł dojeżdżamy do najbliższego miasta. Nie obyło się także bez próby naciągania, lecz warto zawsze postawić twardo na swoim. Tam jeszcze bardziej dopada mnie grypa. Kupuje bilet na pociąg do Ułan Bator. Śmieszne pieniądze za leżące miejsce z pościelą – płacę tylko 26 zł! Po drodze restauracja i herbata z czosnkiem!DSC02811

W pociągu nikt nie rozmawia po angielsku… Czuje się samotnie… Ale po chwili pojawiają się pierwsze uśmiechy i od razu jest lepiej. Rano ok 4 docieramy do Ułan Bator, gdzie spędzam 2 godziny na dworcu jak PAN korzystając z Wi-Fi. Załatwiam sprawy bankowe, zapobiegając blokowaniu karty przez bank i mogę ruszać na podbój Mongolii!

Docieram do polecanego hostelu. Otwiera mi młoda Australijka, która spędziła w tym hotelu 3 tyg… A w samej Mongolii – 5 miesięcy! Jest doskonałym źródłem wiedzy. Opowiada mi co robić, gdzie iść, co zjeść, daje kilka namiarów na fajnie miejsca. Odprowadzam  ją do taksówki i już wiem ze zmieniam hostel. Dobrze zrobiłem. 7 dolarów wraz ze śniadaniem. Tak można żyć. Na wejściu poznaje małżeństwo z Niemiec, którzy świadomie zrezygnowali z potomstwa i co 10 lat wyjeżdżają na roczną wyprawę rowerową! akurat ruszali na roczny podbój Azji! Coś pięknego!DSC02818Po śniadaniu pierwsze zwiedzanie i… szok kulturowy! Następnie umawiam się z bboyami i idziemy na trening. W Mongolii zazwyczaj chodzą oni pieszo i droga do studia zajęła nam godzinę – hahahaha – a miało być blisko!

Choroba daje się we znaki ale trzeba iść dalej do przodu! Po treningu wpadamy na kolacje. Pyszny khushur i mleczna herbata… Następnie, zabierają mnie na wzgórze widokowe, z którego widać jest całą panoramę! Istnieje legenda ze ta góra stała w innym miejscu obok innej góry. Lecz góry się nie lubiły i ciągle były jakieś anomalie pogodowe z tego powodu. Postanowiono więc góre przenieść na inne miejsce. I tak oto nastała piękna pogoda nad miastem!DSC02952 DSC02905

Wracam do hotelu.

Kolejny dzień cały w łóżku . Postanowiłem się wyleczyć…

Następnego dnia ustawiam się z Duulguun i idziemy kupić bilet na pociąg do granicy na następny dzień. Następnie zabieram rzeczy z hotelu. Dziś śpimy na sali w studiu tanecznym razem z chłopakami z ekipy. Zajawka! Następnie Duulgun pokazuje mi miejsce, w którym prowadzi zajęcia,. Tam spotykam najlepszego w Mongolii lockera. Udaje mi się zamienić z nim kilka slow. 😉

Następnie idziemy się na największy targ w Ułan Bator! Widok podążający! Jak rynek w moim mieście Mońkach  tylko że 20 razy większy. Kupuje kilka pamiątek i lecimy jeść. Strasznie zimno po drodze. A kolacja w koreańskim stylu. Na stole mozaika dan. Oczywiście za nic nie mogę zapłacić. Zjadłem kałamarnice, ośmiornice, a także tradycyjnie barana. Ciężko mi przechodziło niekiedy przez gardło. Wszystko było bardzo ostre!!!DSC03031

Po kolacji studio, trening, pokaz na imprezie charytatywnej. Miejscowy chłopak, który był bardzo dobry doznał poważnej kontuzji i zbiera fundusze na operacje w Korei. Coś wspaniałego, że tyle ludzi mu pomaga i robi to z sercem. My także robimy breakingowy pokaz. Potem spadamy do studia gotować kolacje i spać.

Rano budzi nas właścicielką studia i zabiera na przejażdżkę na obrzeza miasta. Zwiedzamy ogromny pomnik Czyngis Chana!!! Niesamowite. A co najlepsze – jemy prawdziwy obiad w mongolskiej jurcie. Gościnność mongolska jest tak samo wielka jak w Rosji. Jestem w szoku! Po wszystkim kupuje jeszcze mongolskie teraflu i znajomi odrzucają mnie na pociąg. Ech… Jak się nie chce wyjeżdżać ;(( dziękuje za wszystko co mnie spotkało w Mongolii!DSC03039 DSC03164 DSC03128 DSC03125

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.