No no no seniorita! Droga do Barcelony

Dzień 20 02.08.2014

DSC01946

Dzisiaj odespaliśmy sobie troszeczkę. Koło 11 pobudka. Hugo miał rano jechać do domu a wyjechał po 12, prawie spóźnił się, gdyby nie czujny Paweł! Pakowanie i ogarnianianie. Na hichwiki znaleźliśmy miejsce na wylot do Madrytu bo początkowo tam chcieliśmy jechać. szybkie zakupy w sklepie i razem z Mackami byliśmy gotowi do wyjścia. Nie wiem czemu ale ten czas na prawdę wolno leciał, a i po każdym z nas widać było, że jeden dzień dłużej na pewno nie zaszkodziłby! ale twarda decyzja, wyjeżdżamy! Metro, potem pociąg i znaleźliśmy się koło 16 na stacji. Po pół godziny mieliśmy już transport na jakieś 40km na stacje.Pożegnaliśmy się z Maćkiem bo jechał w stronę Maroko.  i Tu był nasz błąd! nigdy więcej krótkodystansowych podwózek z pięknej stacji!  Na stacji kryzys… Nic i nic. Malo samochodów. Łapaliśmy po 10 aut i zmiana. Kryzys…

DSC01943Po jakiś 3 godzinach Paweł zaczął pytać na stacji. Czy ktoś jedzie w ta stronę? Malo kto w Portugalii gadał po angielsku eh… Ale w końcu zagadał do młodego chłopaka. Ten powiedział ze nie jedzie w ta stronę ale przynajmniej mówił po angielelsku. Podłamani bo sobota. Kolejny weekend zapowiada się na stacjach… Nagle chłopak zagwizdał! Zawołał nas. Było z nim 2 kolegów. Przegadali sprawę i okazało się ze jadą w tą stronę!ściśnięci jak małe sardynki albo gorzej, jak duże sardynki w małej puszce ruszyliśmy! Chłopaki byli z Argentyny i właśnie odbywali objazdowego eurotripa! zajawa!

Dojechaliśmy do Burgos. 22 centrum miasta. I co robić? Postanowiliśmy ze dojdziemy na wylot. Przeszliśmy centrum. Jedno rondo i McDonald 24h o 23. Wchodzimy na kolacje i Neta. Zeszło się do1 w nocy. Przed nami długa droga. Jedna stacja za mała. Kolejna z restauracja nie czynna. Znaleźliśmy super miejsce za żywopłotem jednak… Psy i szczekanie ich z posesji trochę nas zniechęciło. Rozbiliśmy się naprzeciwko nieczynnej restauracji. To chyba najstraszniejsze miejsce w którym dotychczas spaśliśmy.

DSC01945

Dzień 21 03.08.2014

7 albo 8 na nogach. Okazuje się ze stacja tez jest nieczynna…. Co za pech! Trzeba stad uciekać!!! Pustkowie i mały dołek z rana. Wczoraj mieliśmy więcej energii. Agata podłamana bo przed nią czarna wizja weekendu na parkingach… Doszliśmy do ronda. Łapiemy stopa. Znowu po 10. W końcu zatrzymał się mężczyzna który jechał do pracy. Powiedział ze weźmie nas na dużą stacje. Dojechaliśmy z nadzieja w sercach bo widać z oddali tiry. Jednak po spacerze ta nadzieja wygasła. Nic z Polski i nikt do Madrytu. Wiec co? 10 godzina łapiemy stopa! Mijają nas samochody osobowe. Pokazują palcem „no no no”. Nie jest ich za wiele. Mijają godziny. Paweł pyta ludzi. Nic. 6 godzin na stacji. Jest 16. Pustynia i pustkowie i słońce. Nic nie mamy. Agata załamana Paweł wkurzony mówi ze może wracać już do Polski a tu nagle… 2 polskie busy!!! Szybka rozmowa. Nie zastanawiamy się i jedziemy z Pawłem i Panem Staszkiem pod Lizbonę. rano rozładunek i jazda w stronę Walencji! Jesteśmy jak bumerang. Na obiad i pocieszenie kiełbaska z cebulką w wydaniu kierowców.

DSC01949

Pierwszy stres! Panowie wygladają na takich, którym można zaufać wiec postanowiliśmy się rozdzielić. Agata jechała z Pawłem a Paweł z panem Staszkiem. Stres, Paweł ciągle zaglądał w boczne lusterko i starał się podłąpać CB hehe! ale wszystko było w porządku! Paweł próbował w młodości dostać się do legii cudzoziemskiej. Pan Staszek był pilotem. Obydwaj są na prawdę ciekawymi postaciami i czas szybko leci w ich towarzystwie. ani przez chwilę nie żałowaliśmy że jedziemy! O 21 byliśmy na miejscu rozładunku. Około godziny szukaliśmy tej firmy. Kolacja i po drinku z whiskey zaowocowała tańczeniem na betonie! Chłopaki głodni zobaczenia występu! ok czemu nie ! chwila rozgrzewki i kilka setów poleciało!

Spać ale gdzie?! Na naczepie Pana Staszka! Pierwszy raz taka sytuacja! Szybko zasnęliśmy na karimatach było wygodnie ale w śpiworkach trochę zimno… Agata coś się słabo przytulała hehe.

Dzień 22 04.08.2014

Pobudka o 7. Nie ma czasu na śniadanie. Rozładunek Agata przespała.

Kolo 9 było już po. Teraz czekany na miejsce załadunku. Kolo 10 juz ruszalismy w droge. Załadunek 40 km stad. I jedziemy w stronę Francji. Postanowione. Nie jedziemy do Madrytu. Jedziemy do Barcelony! 😉 dojeżdzamy do Mirande del Ebro i kierujemy się na Barce!

Czas szybko minał. Zrobiliśmy 1000 km z panem Staszkiem. Wsadził nas na drodze do stacji w Mirande del Ebro. Teraz z buta idziemy na stacje. Jest tir z Polski ale kierowca śpi. Zostawiamy mu liścik żeby nas obudzil. I ze chcemy pod jechać z nim kawałek. stacja była obskurna. Na trawniku gdzie się rozkladalismy tona śmieci… Ale co trzeba walczyć i spać! W nocy zbudził nas silnik. Okazało się ze Polak jedzie do Madrytu wiec śpimy dalej. Kierowca śmiał się z lisciku 😉

Jpeg

Dzień 23 05.08.2014

Rano wstajemy kolo 9. Agata bardzo smutna. Wracamy do miejsca w którym wyrzucił nas Staszek. Idziemy jeszcze dalej. Paweł zabiera Agatę na śniadanie 🙂 tak na podbudowanie humoru:) nie mógł już więcej znosić narzekania haha. jemy w restauracji przy hotelu. Paweł jajecznice z boczkiem a Agata sałatek z tunczykiem… Mmmm pysznosci! 😉 korzystamy z Neta i w drogę, pora łapać. Jesteśmy o 11 na rondzie. Nic nie ma. Po jakimś czasie podchodzi do nas ojciec i syn z Hiszpanii. Oni Po hiszpańsku Paweł po angielsku…. ale o dziwo! Dogadali się. Okazało się ze to nie to rondo i ze tutaj jada na Madryt OLABOGA!

Jesteśmy po chwili na dobrej miejscówce. Zwykła droga. Dużo aut. Agacie już się nie chce. Zrezygnowana. Ale Paweł umie ja zmotywowac i łapią po 10. Chcemy dojechać do Logrono. Zatrzymała się Pani z Hiszpanii. Jednak jechała kilkanaście kilometrów. Zostajemy na naszym miejscu w cieniu 😉 zasada przyjęta po porażce dnia poprzedniego:) zaraz drugie auto z mężczyzna z Hiszpanii. Powiedział że zabierze nas na grande parking. 20 km od tego miejsca… Dojeżdżamy. I… Wobraźcie sobie ten moment z westernu kiedy kłębek trawy toczy się przez jezdnie… Malo aut oj malo i ciągle „no no no” wymachiwane palcem albo jestem stad. I tu narodziło się nasze nonono seniorita! każdy machający palcem kierowca powodował uśmiech na naszej twarzy i cisnące się w gardle nonono seniorita! To było śmieszne! Kolo 13/14 zagadał z nami kierowca z małym dzieckiem którzy mieszkali tutaj w Horne. Podwoiźli nas na stacje PKS. Okazali się bardzo sympatyczni. Mimo bariery językowej udało się porozumieć. jak sie okazało jego brat, w 3 lata na rowerze objechał cały świat!!! Chcielibyśmy go poznać!

W Horne upał. Do Logrono jakieś 40 km. W mieście siesta. Pstanowilismy złapać autobus do tego miasta. Juz ze stopem finito. 4 dni w drodze. Coraz mniej czasu. Postanowione. Jedziemy autobusem ale musimy czekać na niego do… 18! Eh. Pod górkę. Paweł ogląda Na stacji legie cudzoziemska na tablecie- film od któregoś kierowcy. Agata idzie w miasto a tu siesta time! Wszystko pozamykane do 17. Szok! Ale nie ma co się dziwić. Jest upał. Kiedy sjesta się skończyła Agata zrobiła zakupy w markecie. O 18 w drogę. W Logrono kopiliśmy bilety autobusowe do Barcelony. 00.55 wyjazd w tym czasie śpimy na zmianę na ławce i idziemy na kolacje do prawdziwej hiszpańskiej knajpy na kurczaka z różna. DSC01977

Noc w autobusie więc można przynajmniej dobrze zjeść! Rano Barcelona!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.