Saratów = gościna!!

Saratów.

Sam dojazd nie był specjalnie straszny. Wsiadłem w pociąg z Moskwy i po 16 godzinach byłem już na miejscu 😉

Kompanami w podróży była pani z dwójka małych dzieci, które co chwile często wały mnie jakimiś smakołykami. Paweł inaczej, po rosyjsku – Pasza! Tak wszyscy zaczęli mnie nazywać, dlaczego? Bo najmłodszemu chłopczykowi się tak zachciało i co chwile krzyczał „Pasza, Pasza …” i dalej coś po rosyjsku, co trudno było mi w ogóle interpretować 😉 Było to jednak wszystko bardzo mile 😉

Obok na łóżkach była dziewczyna, może w moim wieku, wraz z mamą. Obie nie umiały  ani słowa po angielsku, więc zbytnio nie rozmawialiśmy 😉 Dopiero nad ranem obserwując wschód słońca zaczęliśmy próbować rozmawiać troszkę po polsku i po rosyjsku.

Na miejsce dojechaliśmy na 7. Wysiadam z wagonu i od razu biegnie Denis! Poznałem go rok temu w Warszawie i tam z jego kolegą pojawili się na treningu. Od razu się zgadaliśmy tamtego dnia i poszliśmy do baru na piwko pogadać wraz ze znajomymi z treningu. Już wtedy mówiłem chłopakom że przyjadę w wakacje !tak też zrobiłem – jestem.

Po chwili dobija do nas Maxim i bboy Feet, który jest organizatorem zawodów.  Co miłe będę miał przyjemność sędziować ten event. Zabiera mnie na śniadanie do wegetariańskiej restauracji, gdyż podobnie jak chłopaki z Moskwy, on również nie je mięsa. Ok, na szczęście jest duży wybór i najadam się zdrowymi rzeczami do syta.

Lecimy do studia tańca Fresh gdzie odbędą się zawody. Siadamy na wielkich poduchach i gadamy i odpoczywamy. Mieszkanie, które organizator wynajął dla nas, będzie dopiero na 12, więc lecimy przejść się po mieście i kolo 12 wracamy do studia.

W studiu czekają na nas mili państwo wraz z córka. Co się okazuje są oni właścicielami całego studia tańca i zabierają nas do mieszkania. Wypas. Wsiadamy do samochodu i po 5 minutach jesteśmy na miejscu. Stary blok, winda tez straszna, 8 piętro… Mieszkanie? Wypas 😉 Salon z dwoma podwójnymi łóżkami, do tego wyposażona kuchnia i dwie łazienki. 4 dni całkowicie za darmo i można powiedzieć – na wypasie! Szybki prysznic i tu zonk… lodowata woda .. Pytam i dowiaduje się że u nich to normalne i do kąpieli używają wyłącznie zimnej wody! Jak to się mówi zdrowo. Hehehe.

Ok wraz z Denisem idziemy oglądać miasto. Zachodzimy do jego pracy. Jest, tak jak ja, inżynierem i wykonuje prace w AutoCAD. Szacunek. Ma własne biuro i możliwość pracy kiedy chce. Bierze wolne na dwa dni i lecimy na kawę. Zachodzimy  do kawiarni słynącej z sushi. Pracuje tu jeszcze jeden miejscowy bboy, z którym się witam i poznaje. Denis jest bardzo gościnny i zamawia wszystko nie pozwalając mi zapłacić. I tak się zaczęło od jednego drinka… Potem drugi, trzeci, talerz sushi na gorąco i jeszcze po małym drinku 😉 za całość powinien zapłacić 1600 rubli ale dostał rabat i do zapłaty było tylko 900 rubli. Jak na taką gościnę to niewiele! Mimo iż nalegałem nie zgodził się dzielić kosztów.

Wychodzimy. Wracamy do miasta na kolejne piwko. Zaglądamy do secondhandow i ostatecznie pokazuje mi miejscową rozlewnię piwka,  gdzie siadamy i czekany na właściciela studia i Maxima. Kupiłem miejscowy przysmak – suszona rybkę, jako przegryzka – ale była ochydna. Co dziwne wszyscy inni się nią zajadali aż uszy się trzęsły! Po tym dojechaliśmy do domu i dalej już nic ciekawego nie było… hehe hehe;)

Następny dzień wstajemy  i odbieramy  chłopaków z dworca: DJ Big Jonny, bboy Sika, bboy Alish.  Po śniadaniu czas na trening. Na sali studia spędzamy dobre 4 godziny tańcząc, walcząc, śmiejąc się i obcierając głowy;)

Dojeżdża do nas Gnun! Go także spotkaliśmy z Agata w Warszawie. Razem ruszmy na miasto, a tam street basketball, second handy, taniec na ulicach. Naprawdę dobry czas. Wieczorem wchodzimy do tej samej kawiarni co ostatnio 😉 chłopaki zamawiają piwka, ja odpuszczam i zamawiam pyszna mrożone kawę. Koło 12 zwijamy do domu. Jutro w końcu ważny dzień. W domu jeszcze mnóstwo rozmów o tańcu i nie tylko. Dowiaduje się że Jonny jest z zawodu rybakiem, Alish jest artysta – malarzem. Ppokazuje mi swoje prace a raczej zdjęcia. a Sika jest prokuratorem 😉 haha niezłe towarzystwo. Alish rysuje dla mnie coś na pamiątkę!

W końcu noc. Wszyscy już śpią a ja jakoś nie mogę ;( do godziny 4.40 nie zmrużyłem oka ;( to z tęsknoty za Agata…;)

Rano lecimy z Johnym i Alishem na śniadanie, podczas gdy reszta śpi. Po śniadaniu zwiedzamy pomnik Gagarina. Saratów ponoć jest miejscem z którego pochodził astronauta, a niemal 30 km stąd rozbiły się szczątki jego kapsuły ratunkowej. Do domu się chciało można powiedzieć hehe;) z pomnikiem wiąże się ciekawostka. Możecie to zobaczyć na zdjęciach. hehehe.

 Decydujemy się na rejs po Wołdze. Godzinna przeprawa, piękne chwile. Udało mi się zrobić mnóstwo zdjęć i filmów. Ok, teraz kawka. Wskakujemy do kawiarni, która jest inna od każdej jaką widziałem. Ściany z kafelek i na stołach mszaki! Można do woli rysować i pisać po ścianach i zostawiać wiadomości kolejnym gościom. Co ciekawe nie było tam żadnego brzydkiego słowa bądź symbolu. My także się podpisaliśmy.

Zawody! Zaczynamy rozgrzewki. Jako sędziowie należy się ładnie zaprezentować, wiec od razu wskakujemy do kola i bawimy się z innymi.

Pokaz sędziów, a tuż po nim dostaje piękne pamiątki od Maxima hahaha. Musiałem wyjść na środek i odebrać słomiane kapcie i drewnianą maczugę, która posłużyła mi już do końca dnia jako wyrocznia. To nią wskazywałem werdykty hehhe.

Była jedna śmieszna sytuacja. Jeden z bboys po walce nie chciał zejść z parkietu kłócąc się z werdyktem. Zrozumiałem że nie pasuje mu nasze sędziowanie i chce walkę z sędziami. Wstałem i wyszedłem, a wtedy Gnun mi powiedział, że prowadzący źle policzył głosy i po walce był remis. Więc zrobiłem z siebie durnia hehehe 😉 tak to jest jak Polak próbuje zrozumieć krzyczącego ruska;)

Po zawodach chwila na zakupy i na grilla. Dojechaliśmy za miasto na wzgórze, na którym znajdowała się wiata oświetlona oraz kamienne miejsca na barbecue. Pięknie! Widok na cale miasto nocą. Chyba było gdzieś wesele, bo nad miastem wybuchały co chwile sztuczne ognie, a ponoć na tutejszych weselach to tradycja strzelać w niebo;)

Kulturalnie rozmawiałem ze wszystkimi, jaka to zajawka pogadać o breakingu w miejscu, które jest najbardziej dla mnie inspirujące! W Rosji kreatywność w tańcu nie ma granic!

Kolejny dzień już smutny… Kupiliśmy bilety na kolej transsyberyjska, pamiątki… Trzeba było już powoli się żegnać… Ech! Saratów będę wspominał często. Dobrzy ludzie, gościna iście rosyjska. Dziękuje jeszcze raz za to. Czas ruszać nad Bajkał…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.