Ułan Ude! Największy kamyk świata !!

Z Irkucka chłopaki wsadzili mnie w marszutkę, która ma zawieźć mnie na wylotówkę! Tak się dzieje, a po drodze spotykam Rosjankę, która dla przyjemności uczy się polskiego i rozmawiamy w moim ojczystym języku. Pokazuje mi gdzie wysiąść i prowadzi na wylot 😉

Tam nie czekam nawet 5 minut! Zatrzymuje się Buriat japońska Mazda i zabiera mnie w trasę na całe 400km do Ułan Ude. Po drodze zatrzymuje się w pięknych miejscach żebym mógł zrobić zdjęcia 😉

DSC02650Nie obeszło się bez przygód. Po drodze łapiemy gumę i na autostradzie zmieniamy kolo. Nie ma już wariackiej jazdy blisko 140 km po dziurach jak w sitku. Po około 8 godzinach  docieramy na dworzec główny gdzie czeka już na mnie przyjaciel bboya Bruca, Erdee.

Zabiera mnie do domu i zaczyna się to co lubię najbardziej w Rosji = Gościna! Jemy pyszny rosół gotowany na baranich gnatach, po czym obgryzamy je doszczętnie 😉 Rozmawiały cały wieczór aż do późna w nocy i pora spać.

Rankiem, kolo 9 wyruszały na zwiedzanie Dacan – największego ośrodka buddaistycznego w całej Buriacji. DSC02721 DSC02699Tam mam swoje pierwsze spotkanie z LAMĄ… Nie byłem w ogóle przygotowany do takiej rozmowy, za co bardzo jest mi wstyd. Jednak samo miejsce w którym rozmawialiśmy i cała atmosfera była magiczna. Zadałem kilka pytań odnośnie buddyzmu tu w Rosji, jednak lama po angielsku mówił bardzo kiepsko dlatego odesłał mnie do przewodnika 😉 Sama rozmowa nie była wiec owocna… Jednak wrażenia zostaną w głowie!

W Dacan spedzamy kolo 3 godzin. Bardzo ciekawy okazał się MAGICZNY KAMIEŃ spełniający prośby… Należy iść do niego około 10 metrów z zamkniętymi oczami i wyciągniętą ręką. Potem musisz znaleźć go przed sobą i złożyć przed nim swoje prośby! Zrobiłem to dwa razy. Haha. Może ude się wszystko. 😉

Na koniec wycieczki od chłopaków dostałem wspaniałe prezenty: skarpety z wielbłądziej sierści, magnesy na lodówkę. Dziękuję!

W drodze powrotnej jedziemy jeszcze w jedno miejsce. Wjeżdżamy polną dróżką na szczyt góry, z której rozciąga się panorama okolicy… Widoki zapierające dech w piersi! Robimy prawdziwa sesje zdjęciową. Hehehe. To wspaniałe miejsce jest miejscem, gdzie Buriacji – szamani – odprawiają swoje obrzędy. Było ono magiczne…

Po wycieczce czekał nas trening. Poznałem tam wielu dobrych bboys. Porozmawialiśmy i nagraliśmy krótkie wywiady. Spędziliśmy miło kolo 3 godzin. A wieczorem? Postanowiłem się odwdzięczyć za dobroć chłopaków i przyrządziłem moje ulubione naleśniki z bananem i nutellą oraz z twarogiem jabłkiem i rodzynkami! Mmmmmm. Oni do tego przyrządzili tradycyjne buzy i cały stół był zastawiony jedzeniem.

Kolejny dzień to już pożegnanie. Chłopaki odstawili mnie na wylotówkę w stronę Mongolii! Tak jak myślałem – nie czekałem tam długo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.